Kiedy się ogląda się setki fotografii z różnego rodzaju konkursów, to najczęściej widuje się zdjęcia przedstawiające ludzkie dramaty i tragedie. Oczywiście nikt z takich wydarzeń się nie cieszy, nie mniej jest to doskonała okazja dla fotografików, by robić takie zdjęcia, na jakie w normalnych warunkach nie można liczyć.
Dziś Polska przezywa swój dramat: powódź jeszcze straszniejsza w skutkach niż ta z 1997 roku. To szansa dla wszystkich tych, którzy chcą spróbować swoich sił w fotoreportażu. Tylu emocji, tylu dramaturgii, tylu motywów trudno szukać dziś w innym miejscu na świecie. Pamiętajmy jednak, że stojąc na uboczu nie zrobimy dobrego materiału. Najlepsze efekty osiągniemy wtedy, gdy staniemy oko w oko z ludźmi niosącymi pomoc i ludźmi, którzy na ową pomoc oczekują.
Prawdziwy reportażysta musi się znaleźć w centrum wydarzeń. W tym wypadku chcąc sfotografować powódź i jej skutki trzeba się zaopatrzyć w ponton i solidne gumiaki – najlepiej wędkarskie wodery, w których do wody można wejść nawet po piersi.
Fotografując takie tragedie musimy starać się uchwycić istotne jej elementy. Sama woda rozlana na ulicy dziś wrażenia na odbiorcy nie zrobi. Trzeba pokazać wymiar tragedii, a więc ratujące się od wody zwierzęta, ludzi siedzących na dachach zalanych „po okna” domów, rozpaczliwie pracujących ludzi przy budowie wałów, itp.
tekst & foto Tomasz Nocuń